Strona:Liryka francuska. Seria druga.djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Umęczony orszak kroczy
W mroku chmury,
Bez pragnienia, bez wspomnienia,
Bez zawiści dawnych szczęść,
Nawet już i bez twej woli,
By pięć palców ścisnąć w pięść
Przeciw doli —
Przeciw śmierci.

Nasi ludzie, ludzie pól
W nieskończoność niosą ból.

Wózki liche i powózki
Już od świtu tłuką bruk
Kamienistych polnych dróg.
Jedne stare jak szkielety
Pobrzękują w amulety,
Co z hołobli im zwieszono, —
Inne skrzypią w mroki senne,
Jak żórawie gdzieś studzienne, —
Inne jak okrętu łono,
Który w burzy stzaskał[1] ster, —
A dwa koła gdzie od lat
Wyrzeźbiono zodyak sfer,
Zdają się po drożnej grudzie
Wieść w płóciennej swojej budzie
Cały świat!


  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – strzaskał.