Strona:Liote.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mna, niczem nieskalana, poślubił ją chętnie — gdy ośmnastu lat doszła — jakiś uczciwy, godny szacunku rzemieślnik. Musiał ją gorąco kochać, skoro uczynił poświęcenie z bardzo zrozumiałej ambicyi, wzdragającej się od wprowadzenia pod swój dach córki żebraka.
Jest więc żywe i dobre świadectwo wystawione matce: uczciwie wychowana córka. Stąd wytryska na Sitokową snop światła jasnego, czystego, ujmującego. I jakkolwiek potem ścieżki tego żywota zgmatwały się i zawiodły kobietę na jakieś bagna i trzęsawiska, gdzie na ostatku z karcącą sprawiedliwością ludzką się spotkała, jednak chce się myśleć, iż jest to istota zmarnowana raczej, nie zaś tylko występna.
Sitok, opuszczony przez żonę, począł dobierać sobie przyjaciółki z pośród kobiet najlichszego gatunku. Jedna z nich stała się jego nałogiem, który z latami się utrwalił. Swoją drogą Sitok marzył jeszcze o innym stosunku, o przywiązaniu do siebie jakiej uczciwej istoty, któraby była niepodzielną jego własnością.