Strona:Liote.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w zawodowej pracy służyły człowiekowi najkorzystniej. Patrząc na Sitoka, gdy posuwa się zwolna przy pomocy dwóch lasek i z niesłychanym trudem ciągnie swą lewą nogę, rzeklibyście, iż jest ona zupełnie martwym ciężarem. Jego lewa ręka, wiecznie jednakowo zgięta, wydaje się zesztywniałą jak drewno. Dużo w tem wyrobienia.
Chorobie, która odjęła mu na razie władzę w jednej połowie ciała i mowę, uległ Sitok będąc jeszcze bardzo młodym, coś koło dwudziestu kilku lat, człowiekiem. Leczono go w szpitalu długo i starannie; wyreperowano go, jak połamany sprzęt. Trzeba było na nowo uczyć go chodzić i mówić; po roku jednak wyniki były bardzo dobre.
Coś z choroby zostało — i dobrze że zostało.
Sitok nigdy nie lubił pracy. Nie czuł sił do niej; nużyła go i przykrzyła mu się każda robota; uczuwał głęboką odrazę do wszelkiego wysiłku, woląc cierpieć ból, niż robić. Stan fizyczny, w jaki pogrążyła go choroba, przyniósł mu uczucie blizkie tryumfu.
Aha, nareszcie jest niezdolny do pracy.
Instynkty żebracze wystąpiły w nim od-