Strona:Liote.djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



I.

Zwątlony i już od wielu lat kalectwem dotknięty organizm Tomasza Sitoka przypominał owoc robaczywy.
Porównanie niewyszukane — ale malujące rzecz bez osłonek. Trzeba jednak dodać, iż to, co nurtowało w ciele kaleki i toczyło je, nie było płodem starości — on zaledwie czterdziestkę przekroczył — ani wynikiem chorób, które wypadkiem podkopują zdrowie. Stanowczo, nie było to nic innego, jak tylko — szkodliwe nałogi. Działały one powolnie, zjadając sprawność fizyczną małymi kąskami, dokonywając dzieła zniszczenia zupełnie tak, jak robak, rozpanoszony w gruszce.
Do czegoby można przyrównać duszę Sitoka?
Należałoby chyba powiedzieć, że ma ona lepkość błota i ślizgość gadu.