Strona:Liote.djvu/067

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Bardzo była zabawna i milutka, gdy to opowiadała.
— Gdyby jednak i on zdecydował się przebrnąć kałużę, czy też Esterka ugodziłaby go tą cegłą, czy potrafiłaby się bronić?
— Ale gdzie tam, możebym odrazu umarła ze strachu, albo bym prosiła żeby mnie już prędzej zabito.
— To źle. Nigdy nie potrzeba odrazu dawać za wygrane; broniąc się, można chociaż zyskać na czasie, może ktoś nadejść z pomocą.
Esterka chwilę milczała namyślając się.
— Zapewne — rzekła potem — zresztą czy ja wiem, gdyby naprawdę było już źle — może strachu by się nie czuło, możebym potrafiła się bronić jak kotka zaczepiona — pazurkami i zębami. Ale Bogu dzięki nikt mnie nie zaczepia, nikt nie patrzy nawet na mnie. Myślą — ot, stara jakaś baba z zawianą głową.
Jednak przykro to robić z siebie zawsze coś niby straszydło — wtrąciłem.
Roześmiała się wesoło.
— No, nie zawsze. W sobotę ubieram się trochę inaczej.
Jakoż, gdy wypadła mi którejś soboty potrzeba udania się na stacyę w N., spo-