Strona:Lewis Wallace - Ben-Hur.djvu/387

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


W ich całem zachowaniu się poznać było ludzi z prowincyi. Dowiedział się wnet Ben-Hur, że byli to Galilejczycy, którzy przybyli do świętego grodu w rozmaitych celach. Przyszły wódz przypatrywał się tym ludziom z wielkiem zajęciem, gdyż należeli do sfery, od której głównie mógł się spodziewać poparcia i pomocy w przyszłem wielkiem dziele.
Patrząc na nich, rozmyślał, czegoby nie mógł dokonać na czele wojska, złożonego z takich, lecz wyćwiczonych na sposób rzymski ludzi; myśl ta uniosła go i rozgrzała w nim duszę zapałem i pragnieniem czynu.
— Pocoście tu przybyli? — zapytał Galilejczyków.
W tej właśnie chwili, zanim zdążyli odpowiedzieć, wszedł szybko jakiś mężczyzna i zbliżywszy się do znajomej gromadki, rzekł żywo:
— Rabini i starsi z świątyni idą do Piłata. Chodźmy, połączmy się z nimi.
Otoczono go natychmiast.
— Do Piłata, a to po co?
— Odkryto spisek. Piłat chce zbudować nowy wodociąg za pieniądze ze skarbu świątyni.
— Co? za pieniądze ze świętego skarbu?
Powtarzali po tysiąc razy pytanie, a oczy ich błyskały gniewem.
— To jest Korban, skarb Jehowy! Niech spróbuje dotknąć się choć sykla! niech się ośmieli! — wołano groźnie.
— Chodźcie! — wołał posłaniec. — Pochód już jest za mostem, całe miasto tam spieszy. Może się na coś przydamy.... spieszcie się!
Galilejczycy jednem porwani pragnieniem bronienia świętych skarbów, zrzucili długie, zawadzające im szaty, i w mgnieniu oka całe zgromadzenie stało z gołemi głowami, w krótkich spodnich tunikach bez rękawów. Takich sukien używali żniwiarze, wioślarze, pasący na wzgórzach trzody, lub zbierający wino. Stali w gotowości, a przyciągając pasów, wołali:
— Otośmy gotowi!
W tej chwili przystąpił do nich Ben-Hur, mówiąc z zapałem:
— Mężowie Galilejscy! Otom syn Judy, żali weźmiecie mnie z sobą?
— Może przyjść do bójki... — odparli.