Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

miących jak z rejestru. Uśmiechnął się serdecznie, podając rękę Borysowi, a skłoniwszy się lekko dwóm jego towarzyszom, usiadł na kanapie. Nie mogło mu nic sprawić większej nieprzyjemności, niż owo spotkanie u Borysa, towarzystwa, które niepodobało mu się na pierwszy rzut oka. Rostow, odgadując instynktowo myśl Bołkońskiego, zaczerwienił się po same uszy. Pomimo obojętności graniczącej prawie z pogardą, z którą zawsze głośno występywał, gdy wspomniano o panach adjutantach z głównego sztabu, czuł się zażenowanym i onieśmielonym, tonem księcia, drwiącym i ucinkowym. Zauważył również, że Borys wstydzi się go widocznie wobec Bołkońskiego. Nareszcie zamilkł zupełnie. Borys spytał księcia, czy są jakie nowe wiadomości, i czy wolno wiedzieć niepopełniając niedyskrecji, co postanowiono w najbliższej przyszłości?
— Posuniemy się zapewne naprzód — bąknął Bołkoński wymijająco, żeby nie skompromitować się przed obcymi.
Berg skorzystał ze sposobności, aby spytać ze zwykłą u niego obleśną i przesadną grzecznością, czy nie postanowią w głównym sztabie większych porcyj furażu, wydawanych komendantom oddziałów. Książę Andrzej odpowiedział z drwiącym uśmiechem: — „że nie jest wtajemniczony i nie może rozsądzać tak ważnych kwestji stanu.
— Mam dla pana pomyślną wiadomość, co do sprawy z którą udawałeś się do mnie... Pogadamy o tem późnej... Przyjdź pan do mnie po przeglądzie... Zrobi się, co tylko będzie możliwem... — Przemówił do Borysa. Na-