Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

kała do drzwi Anna Michałówna, która musiała wiedzieć o wszystkiem co się w domu działo, a więc i o tem, że hrabia list jakiś odebrał. Gdy jej drzwi otworzył, śmiał się i płakał jednocześnie biedny ojciec, z nadmiaru radości.
— Mój drogi przyjacielu?! — spytała zawracając oczami melancholijnie, gotowa podzielić z nim tak radość, jak i smutek. Mimo hojności Piotra i znacznych ofiar uczynionych tak dla niej, jak i dla Borysa, mieszkała dalej u Rostowów, bo jej tam było najwygodniej.
— List od naszego Mikołuszki... Był rannym... wyobraź sobie moja droga!... raniono to nasze dziecię najukochańsze!... jak to powiemy naszej małej hrabinie?!... zrobiono go oficerem, dzięki Bogu!... tak, tak, moja droga!... ale jak to jej powiedzieć?...
Anna Michałówna usiadła obok hrabiego na otomanie, odebrała mu z rąk list, a otarłszy go z łez, któremi był gęsto przez ojca skropiony, zaczęła czytać z uwagą. I ona oczy tarła, potem zaś oświadczyła, że bierze na siebie przygotowanie matki, na tę wielką nowinę. Rzeczywiście, dla osób tak nerwowych, jaką była pani Rostow, zbytnia radość działa częstokroć piorunująco. Zacznie napomykać zdaleka, ogródkami podczas objadu, a przed wieczorem, będzie już można z listem wystąpić.
Dotrzymała obietnicy. Przy objedzie nie przestawała obrabiać tematu wojennego, zbliżając się zwolna do celu. Po kilka razy pytała, czy nikt z obecnych nie miał listu od Mikołaja? Rzuciła od niechcenia że nadejdzie z pewnością lada moment ów list pożądany, bo mnóstwo