Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

lami, że już rozkoszuje się w Łysych Górach, życiem cichem, spokojnem, na łonie rodziny. A w tem pojawiał się znowu przed nim malutki Napoleon, którego wzrok obojętny, radujący się cudzą niedolą, przenikał go do głębi duszy, zwątpieniem i bólem nad siły... Wtedy zwracał oczy ku swojemu niebu idealnemu, które jedno, jedyne obiecywało mu spokój i ulgę w cierpieniu! Nad ranem wszystkie te sny zlały się i zespoliły w jeden chaos potężny, utonęły wreszcie w ciemnościach nieprzeniknionych. Był znowu bezprzytomnym, a ten stan, według zdania Larrey’a, miał raczej zakończyć się śmiercią, niż wyzdrowieniem.
— Okaz to niesłychanie nerwowy i żółcią przesiąknięty — wyraził się Larrey o księciu Andrzeju. — Trudno żeby z tego wyszedł.
Powierzono zatem Andrzeja wraz z kilkoma innymi ciężko rannymi, którzy byli bez nadziei, staraniom i pieczy krajowców.


KONIEC TOMU TRZECIEGO.