Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

czątku kampanji, jak i nowoprzybyli z wielkim księciem Konstantym. Rozprawiali szeroko i długo o czekających ich nagrodach, o austrjakach i tychże umundurowaniu, o Bonapartem, i jego wrzekomo położeniu krytycznem; szczególniej, gdyby połączył się z nimi oddział Essena i gdyby Prusy podały szczerze rękę Rosji, jako z nią sprzymierzone.
Treść główną rozmów, stanowiła niezaprzeczenie osoba samego cara. Powtarzano bez końca każde jego słowo; opisywano każden ruch, a zapał dla młodziutkiego monarchy rósł i potężniał z każdą chwilą.
Ogólnie każdy pragnął jednej rzeczy: iść czemprędzej na nieprzyjaciela, pod cara dowództwem. Z nim każdy był pewnym zwycięstwa. Po skończonej rewji, tak byli mocno przekonani, że rozbiją w puch Napoleona, jakby po wygraniu przynajmniej dwóch walnych bitew.





IX.

Nazajutrz po rewji, Borys w swoim najparadniejszym mundurze, udał się do Ołomuńca, napędzany przez Berga, aby korzystał z dobrych chęci księcia Bołkońskiego. Stanowisko wygodne adjutanta przy jakiejś znakomitej osobistości, oto czego mu właśnie było potrzeba, i do czego wzdychał od dawna.
— Łatwo deklamować takiemu Rostowowi — mówił sobie w duchu — któremu ojciec przysyła naraz po sześć