Strona:Lew Tołstoj - Wiatronogi.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i łobuzerki, lubił sobie żartować i z koni i z ludzi.
Zaprzyjaźniliśmy się bardzo, a że mieszkaliśmy wspólnie, stosunek ten trwał przez cały ciąg naszych lat młodzieńczych. Rozkoszny — szaławiła, jakich mało — bardzo wcześnie zaczął uprawiać miłostki, flirtował z klaczkami i wyśmiewał moją niewinność.
Na moje nieszczęście, powodowany ambicyą, postanowiłem go naśladować i bardzo szybko zakochałem się na zabój. Ta przedwczesna miłość stała się przyczyną niezwykłego przewrotu w mem życiu i wywarła stanowczy wpływ na koleje moich przyszłych losów.
Zulema była starsza o rok odemnie, z nią właśnie byłem w najlepszych stosunkach... wkrótce jednak zauważyłem, i to nie ja tylko jeden, że stroni ode mnie... Nie będę opowiadał drobiazgowo historyi tej pierwszej miłości — sama Zulema musi pamiętać wszystkie moje szaleństwa, które skończyły się olbrzymim przewrotem w mem życiu...
Parobcy zaczęli ją pędzać, mnie zaś bić. Pod wieczór zaprowadzono mnie do osobnej zagrody. Rżałem całą noc, jakby przeczuwając, co się stanie nazajutrz. Rano zjawił się generał, koniuszy i parobcy. Wszczął się straszny gwałt. Generał wymyślał koniuszemu, ten zaś usprawiedliwiał się, zwalając winę na parobków. Ge-