Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chciał wykonać. Mimo to, zręcznie okrążył dwa razy salę. Kiedy zaś, szybko rozstawiwszy nogi, znów je złączył i klęknął na jedno kolano; a ona uśmiechając się, posuwiście płynęła wkoło niego, wszyscy głośno zaczęli bić prawo. Podniósłszy się z pewnym trudem, delikatnie ujął córkę rękami za głowę i pocałował w czoło, a potem doprowadził ją ku mnie, myśląc, że ja z nią tańczę. Powiedziałem, że nie jestem na razie jej tancerzem.
— To wszystko jedno, poprowadź ja pan teraz — powiedział, życzliwie się uśmiechając i wsuwając szpadę w pochwę.
Bywa tak, że za jedną kroplą, wylaną z butelki zawartość jej wypływa strumieniami — tak miłość moja ku Wareńce odsłoniła w mej duszy całą zdolność kochania. Obejmowałem wtedy mem uczuciem cały świat. Kochałem i panią domu w brylantach i męża jej, gości i lokaj, a nawet gniewającego się na mnie, inżyniera Anisimowa. Dla ojca jej zaś, o miłym, takim jak jej, uśmiechu, doznawałem jakiegoś tkliwego, pełnego zachwytu uczucia.
Mazur się skończył, gospodarstwo prosili gości do kolacji, ale pułkownik B. odmówił, tłumacząc się, że jutro wcześnie musi wstać i pożegnał się. Bałem się, że i ją zabiorą, ale została z matką.
Po kolacji tańczyłem z nią obiecanego kadryla i mimo to, że byłem bezgranicznie szczęśliwy,