Strona:Leo Lipski - Niespokojni.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W tym czasie Ela, z niedźwiadkiem w rękach, zapukała do pokoju Krystyny.
— Proszę.
— Dzień dobry pani.
— Dzień dobry, Ela.
Krystyna, w niebieskim szlafroku, robiła sobie manicure.
— Dlaczego tak dziwnie zachowywałaś się wczoraj? Czy to z powodu...
— Pan Emil wyjechał.
— Wyjechał...?
Krystyna spojrzała na niedźwiadka, którego znała tak dobrze, i wtedy Ela przycisnęła go kurczowo do siebie.
Wieczorem Emil zobaczył już z daleka dwie wieże jego miasta, ułożone w białawej mgle, jak w wacie. Potem wjechał na dudniący most. Nad spokojną rzeką, napęczniałą i dojrzałą, stali nieruchomi rybacy. Nagie dzieci biegały wzdłuż brzegu. Stanęły i machały rękami w stronę pociągu.