Strona:Leo Belmont - Pani Dubarry.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sama była winna, że nie został dopuszczony do niej przez przeoryszę, wbrew przyjętej w regulaminie zasadzie, udzielającej krewnym i opiekunom prawa widzenia się z wychowankami zakładu po upływie każdego miesiąca w niedzielę. „Widzenia“ miały miejsce w wielkiej sieni klasztoru przez kraty, gdyż dopuszczanie mężczyzn dalej sprzeciwiało się przepisom fundatorów klasztoru. Ale i to prawo stanowiło nagrodę za należyte postępy w nauce i absolutnie przyzwoite sprawowanie się; kasowało się za lada przewinieniem, aby w ten sposób podniecać gorliwość w naukach i utrzymać pokorę wychowanek klasztoru. Pan Dumonceau ze zgrozą wyłożył Joasi wyłuszczone mu przez kraty skargi przeoryszy na jej przewiny, które spowodowały zakaz widzenia się z nią zaraz w pierwszym miesiącu jej pobytu w pensjonacie. Dzięki względności poczciwej siostry Sylwestry udało się Joannie przemycić przez 80-letniego furtjana, wyjątkowo nie zaliczonego do płci męskiej, naskutek udowodnionej przezeń świątobliwości życia (był ślepy i kulawy) — następującą odpowiedź:[1]

Panie i ukochany Ojcze Chrzestny!
Piszę do Pana, aby mieć honor zapytać o Jego zdrowie i zarazem rzec Mu, że
  1. List przytoczony w tekście jest oryginalny. Pojawił się w druku w serji listów pani Dubarry z pod prasy, Berlińskiej w r. 1780 w oryginale i przedruku nieniemieckim. Dołączony jest do dzieła br. Goncourt‘ów, przez krytykę historyczną uznany za prawdziwy. (P. A.)