Strona:Leo Belmont - Pani Dubarry.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

wszystko, co Mu powiedziano o mnie, jest za Jego łaskawem pozwoleniem nieprawdą! Pani Przeorysza mówiła Panu, że czytam nieprzyzwoite książki i że daję je innym koleżankom do przeczytania. Rzecz ma się wprost przeciwnie. To panna Reville dostała takieksiążki od kuzyna i nam pokazała. Ja nie chciałam ich czytać i powiedziałam, że nieładnie jest czytać takowe. Tymczasem jednak przeczytałam, ponieważ czytały je wszystkie towarzyszki i namawiały mnie do tego samego. To jest jedyne zło, które uczyniłam tutaj, drogi ojczulku. Bo co się tycze obrazu Świętej Teresy, który został podarty, to mogę Cię zapewnić, że to nie ja uczyniłam. Ale nie wiem też, która z koleżanek mogła rzecz taką uczynić. Życzę Ci, ojczulku zdrowia i pragnę, abyś mnie prędko odwiedził. Widzę w Tobie ojca i kocham Cię bardzo.

Z wysokim szacunkiem
Kochająca mocno ojczulka
Marianka Vaubernier.

List ten, cytowany w przekładzie ścisłym (poza niemożliwym do oddania wdziękiem błędów ortograficznych) — tchnący świeżością wiosenną, wymaga komentarzy, w których niewinność autorki, niestety, nie okaże się tak krystaliczną, jak przedstawia ją ona sama ze względów praktycznych swemu opiekunowi.
Przedewszystkiem jednak godzi się wytło-