Przejdź do zawartości

Strona:Leo Belmont - Pani Dubarry.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

w każdej chałupie mleko krowie, ser owczy ...i tył na potęgę, rozleniwiając się coraz bardziej.
 Kiedy brat przedstawił go Joannie ze słowami:
 — Jest to twój przyszły małżonek, jeżeli pozwolisz?“[1] — Wilhelm rzucił przez zęby:
 — Ja nie mam nic przeciw temu!
 I puścił jej prosto w nos kłąb dymu tak, że się zakrztusiła.
 Wydał się jej okrutnie śmieszny, ale niezbyt miły. Odparła, krzywiąc usta grymasem:
 — I ja nie mam nic przeciw temu. Stawiam tylko jeden warunek, że będzie pan trzymał się zdala odemnie o jeden krok podczas ceremonji ślubnej, ponieważ pański tytuń okrutnie śmierdzi!
 — Jak Boga kocham, jest to najulubieńszy tytuń króla Fryderyka Wielkiego! zdziwił się.
 Dopiero wtedy przyjrzał się z ukosa Joannie i rzekł na głos:
 — Jak Boga kocham, ona jest warta... grzechu!
 — Którego pan nie popełnisz! — odparła, powstając dumnie.
 — Jeżeli chodzi o grzechy, pierwszeństwo ma... Król! — zdobył się na dowcip hrabia Wilhelm, składając ukłon przed odchodzącą.

............................................

 W pałacu hrabiego Jana przy ulicy Neuve-des-Petits Champs przystąpiono niezwłocznie do wypracowania kontraktu przedślubnego przy

  1. ↑ Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; zbędny cudzysłów zamykający lub brak otwierającego.