Strona:Leo Belmont - Pani Dubarry.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
ność. Lecz któż na świecie jest tak hojny, jak Pan?! Kto potrafi czynić tak doborowe prezenty?!... Żałuję, że nie mogę go pokazywać, gdyż każdy będzie mi go zazdrościł, a pańska matka pierwsza zapyta, skąd pochodzi. Więc zadowolnię się tem, że go powieszę nocą nad mem łóżkiem. Będzie mi długo tykał i pozwoli mi bez przeszkód myśleć o Tobie. Wszakże jest to najwyższa przyjemność myśleć bezustannie o swoim dobroczyńcy.“

Wreszcie list trzeci z poza Paryża do tegoż kawalera de Requetes jest wzorem stylizacji pewnych przygód dyskretnych, której nie powstydziłby się sam nieoceniony Crébillon (młodszy).

„Przed tygodniem potrafiłeś pan skrycie wedrzeć się do mej komnaty. Trwoga o pana i o siebie nie pozwoliła mi narobić hałasu. Musiałam przyjąć cię w łóżku!... Czegoś mi Pan nie naobiecywał w tym momencie!... Lecz oślepienie minęło — z boleścią postrzegłam, że nie obejrzałeś się na mnie nazajutrz. A teraz nadskakujesz Pan... Komu?! Pani jeneralnej dzierżawczyni, matce czworga dzieci! Co za śmieszność! Powiedziałeś, że to maska, by nie zdradzić naszej gry. Ale! mój panie, znam się na tem. Zbyt paliły się żądzą Twe oczy, aby to było udaniem. Przynajmniej drżę, żeś użył na złe chwili mej słabości. Jeżeli się mylę, wyprowadź mnie z błędu, a wskrzesisz mnie do życia... I wrócę do Paryża!“
Pańska de Vaubernier.