Strona:Leo Belmont - Na tle tajemnicy procesu Ronikiera.djvu/1

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Dodatek do „WOLNEGO SŁOWA“ № 141.
LEO BELMONT.

Na tle tajemnicy procesu Ronikiera.
FANTAZJA.
Módlcie się za nim!“
Ostatnie słowa dzieła Bogdana Jaksy Ronikiera „Hrabia na Rostocku błędny rycerz Słowiańszczyzny na rubieży XIV i XV wieku“. Bardzo cudnych jego dziejów i przygód opowieść. Wyd. w Warszawie r. 1911.
ROZDZIAŁ I.

Posiew.

Oszronione nagie gałęzie topoli kołysały się cicho za oknami dworu Łuszczowskiego w szybko zapadającym zmroku grudniowego wieczora roku 1908.
Stasiowi oczy płonęły zachwytem, ręce splatały się czcią modlitewną.
Hrabia, wgłębiony w fotel, z ręką, delikatnie opartą na czole wysokiem, czytał z rękopisu głosem głęboko wzruszonym, przedziwnie melodyjnym:
„Błogosławieni, których Bóg przygarnął litościwie do promienistej świątnicy swojej, a nieprawości ich rozwiał, jak dym wilgnego ogniska.
„Błogosławieni, którym Bóg wypełł z serca kąkol ziemskiej uciechy, a posiał ziarenko swojego światła...
„Błogosławieni, których pobożne chuci Bóg zamienił w dzieło, a ducha prawego odnowił we wnętrzach ich grzesznych...