Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział XIV.
Imponujący gość.

W roku 1749-ym przed zajazdem przy stacji pocztowej na trakcie z Paryża do Dijon — nie pomnę w którym miesiącu — o jakich sto kilometrów od stolicy, zatrzymał się młody człowiek lat 24, ubrany z wytworną elegancją, o niezmiernie ujmującej powierzchowności, rzekłbyś — idealnie piękny, zapłacił w obecności oberżysty wraz z wynagrodzeniem suty napiwek stangretowi i polecił gestem, wskazującym, zda się, nawyknięcie do rozkazywania, aby wniósł jego torbę podróżną do „najlepszego pokoju“. Torba była nader ciężka.
Kiedy stangret zamierzał odjechać, młody człowiek zawołał: „Poczekaj!“ — zażądał od oberżysty pióra, atramentu, świecy i laku, zamknął się w swoim pokoju na godzinę, a wyszedłszy — zawsze w obecności oberżysty — oddał powożącemu trzy listy, pieczętowane, jak zgadywał oberżysta, sygnetem, który na palcu podróżnego połyskiwał w słońcu. Rzekł przytem: „zaraz po powrocie do Dijon udasz się do dyrektora policji pana Monferrat, oddasz mu ten list, poprosisz go o wysłanie sztafetą załączonych tu dwu listów do księżnej Lützelbourg i do pana de Tournehem. Tu są adresy. Dowiaduj się codziennie, czy pan de Tournehem przyjechał. Będziesz miał