Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział XIII.
Szańce obronne.

Przeciw wzgardzie szlachty wersalskiej, atakom szansonetek, arsenałowi plotek, wrogiej klice, której przewodzili minister Maurepas, hrabia d’Argenson, kontroler jeneralny Orry — pracował od pierwszej chwili zainstalowania się markizy de Pompadour w pokojach królewskich jej arcydyplomatyczny takt kobiecy. Nie mogła wprawdzie złamać tępego uporu złośliwego bigota Delfina, który przeciw niej nastroił siostry i żonę: te damy, gdy raz znalazła się z niemi w karecie, nie udzielały jej ani słówka odpowiedzi na wszystkie pytania.
Ale zatriumfowała, odłączywszy od wału nienawiści rodziny królewskiej w stosunku do niej, Królowę-Matkę, dobroduszną Marję Leszczyńską, która spostrzegając naraz objawy niezwykłej grzeczności ze strony Króla i otrzymując odeń prezent noworoczny, dowiedziała się, że to przypomnienie królewskie zawdzięcza wpływowi faworyty, i była wzruszona. Wprawdzie co się tyczy prezentu, to pani de Pompadour doradziła Królowi przesłanie Jej Królewskiej Mości złotej tabakierki, przeznaczonej właściwie dla pani Poisson, ale... w momencie dokonania daru już zbytecznej dla nieboszczki.
Markiza zyskała sobie także przyjaźń księżnej de Luynes, przed którą w czarująco prostych słowach listu otworzyła serce — tragedję istoty, która