Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Winszuję ci, de Bridge! Jesteś kochankiem najpiękniejszej kobiety francuskiej... Znam się na tem i pochwalam wybór.“
De Bridge wybałuszył oczy:
„Czyim, Sire?...“
„No! pani d’Etioles. Nie udawaj, że nie wiesz.“
De Bridge zarumienił się po uszy.
„Nic podobnego, Sire!... bąkał.
„Oho! rumienisz się. Przyznaj... Ona mi sama przyznała się. Żądam od Ciebie dowodu twojej szczerości.“
De Bridge odparł niemal z oburzeniem:
„Pani d’Etioles może sobie żartować ze mnie, ile się jej podoba... Pomimo to najgłębszą prawdą jest, że byłem tylko jej przyjacielem — i nie rozumiem, czemu drwi z mojej pełnej szacunku przyjaźni.
Ludwik patrzył przenikliwie w oczy mówiącemu. Tchnęły szczerością, wyższą nad podejrzenia. Cierń mimowolnej zazdrości został wydarty. Wieczorem król zapytał Bineta.
„Co porabia mała d’Etioles?“
„Umiera z miłości dla króla, który ją pociągnął, aby odepchnąć!“ odpowiedział Binet z głęboką prawdą w głosie.
„Zaprosisz ją jutro na wieczerzę do mnie... Napiszesz bileciki zapraszające w mojem imieniu panią de Bellefonds, księcia Luxembourg... poczekaj, kogo jeszcze? (Król uśmiechnął się złośliwie.) I... pana Richelieu!“
Binet promieniał. Zaproszenie w towarzystwie tych osób było nielada zaszczytem — stanowiło już o półurzędowem stanowisku pani d’Etioles, o jej kandydaturze... na faworytę. Jednak zakłopotał się i mimo-