Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.




Rozdział IX.
U celu marzeń.

Nazajutrz rankiem pan de Tournehem został ku wielkiemu swemu zdziwieniu wezwany do króla w pilnej sprawie. Ludwik XV. łaskawie wskazał na krzesło sąsiednie przy biórku, na którem podpisywał papiery, nie wglądając w ich treść. Byli sami.
„Przysuń się pan, panie de Tournehem.“
Była to łaska, przechodząca najśmielsze marzenia.
„Cóż pan mi powiesz dobrego?“ pytał król.
Mimo swego obycia z najtrudniejszemi sytuacjami w bogatem doświadczeniami życiu, pan de Tournehem był zakłopotany i jął coś prawić o stanie finansów i swoich memorjalach dotyczących reformy podatków, w przekonaniu, że o to właśnie chodzi królowi.
„Nie! nie! To pan mi opowiesz kiedyindziej, gdy będziemy mieli więcej czasu,“ uśmiechnął się król. „Powiedz mi pan raczej... czy pani d’Étioles jest pańską pupilką?“ rzucił nagle.
„Tak, Wasza Królewska Mość.“
„Zależy panu gorąco na przyszłości... pani d’Étioles?“
„Jaknajgoręcej, Sire.“
„I na przyszłości... pana d’Étioles?“
„Tak samo.“
„On pracuje w pańskich sprawach — dzierżawy podatków?“

62