Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Nie puszczę!“ mówił już niemal gniewnie, „dopóki nie dowiem się, kim jesteś, mała intrygantko! Zdejm maskę! Zdejm maskę!...“
Wtedy powolna rozkazowi, który wymusiła urokiem tajemnicy, uchyliła maskę.
„Moja Djana!“ zawołał król, poznając „zjawisko leśne“.
„Pani d’Étioles!“ biegł od poinformowanych szept w głąb stłoczonych gości, kupiących się służalczo dokoła króla.
Maska dygnęła przed monarchą i niby nieumyślnie upuściła chustkę. Monarcha pochylił się i podniósł ją. Zaraz przeszło po sali wyraźnym szeptem rzucone przez niewiadome usta dowcipne słowo, kryjące aluzję do obyczajów miłosnych wschodniego haremu.
„Chustkę podniesiono!“
Pan d’Étioles słyszał to i zagryzał wargi. Niemy stanął przy żonie. Król mierzył go badawczo. Widział nieprzyjazne oczy.
„Pozwól mi odejść teraz, Najjaśniejszy Panie. Mąż czeka na mnie.“
Pan d’Étioles spuścił oczy i pochylił głowę w ukłonie mniej niskim, niż przystało.
Ludwik XV. nachmurzył się przelotnie — kiwnął niedbale ręką — gest przyzwolenia — i odstąpił. W półodwrocie jeszcze przesłał zdemaskowanej wyrozumiały uśmiech.

Małżeństwo milczało w karecie podczas powrotnej drogi. Kiedy znaleźli się w domu, pan d’Étioles rzekł:
„Pani d’Étioles! To mi się nie podobało.“
„W takim razie mamy odmienne gusta!“ odparła zimno.

44