Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


d’Étioles zjawiły się z nieba, jako talenty niezwykle szczęśliwej natury. Podniosła je wprawdzie pracowita uprawa, lecz na tem większy zasługują hołd. Jeżeli genjusz nie jest samą cierpliwością, to jej genjusz i cierpliwość warte są podwójnego hołdu...
Jest ona w całem tego słowa znaczeniu wirtuozką. Jak śpiewa i gra na klawicymbale, zapytajcie o to mistrza tonów, jej nauczyciela, pana Jelliot. Sam Guibaudet nauczył ją tańca a od czasów klasycznej Grecji nie oglądano takiego wdzięku ruchów.
Nie zwątpicie o jej umiejętności deklamacji, jeżeli wam powiem, że zainteresował się nią Crébillon, przyjaciel domu jej matki. Posiada ona w głosie wszelkie subtelne odcienie ironji i wszystkie pociągające tony sentymentu.
Nadto — trudno w to uwierzyć, gdy się myśli o wzorowości jej powabów niewieścich — dosiada konia, jak najśmielszy jeździec. Nie znam kobiety jeżdżącej lepiej konno, jak nie znam kobiety... nawet z naszych sfer, noszącej z większym wdziękiem suknie i bardziej ujmująco posługującej się wachlarzem. O cudach jej wychowania niechaj zaświadczy to, że potrafi wodzić pędzlem i ołówkiem na papierze tak samo, jak palcami na strunach arfy; nie tworzy wprawdzie arcydzieł, ale budzi podziw trudną sztuką rytowania na miedzi...“
Pani Mailly czuła, że obudziła śród swoich słuchaczek jeżeli nie dość przyjazne zdziwienie, to przynajmniej żywą ciekawość względem opisywanego przez nią arcydzieła natury, ale nie dokończyła. Rozległ się bowiem głos mistrza ceremonji, meldujący w progu nadejście Króla.

26