Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mądrze i zacnie brzmią słowa listu 70-letniego Woltera, pisane niemal nazajutrz po katastrofie:
Jestem prawdziwie zasmucony wieścią o śmierci pani de Pompadour. Byłem jej wiele obowiązany. I opłakuję ją przez wdzięczność. Doprawdy, to jest okrutnie śmieszne, że taki stary bazgracz, jak ja, żyje jeszcze, podczas gdy piękna kobieta umiera w czterdziestu latach wpośród najpiękniejszej karjery na świecie!“[1]




  1. Poczytajmy jej jeszcze za zasługę, że w jej to salonie politycznym — klubie najwybitniejszych ludzi czasu, rozległy się słowa wolne. Pod przewodem jej — faworyty Ludwika XV. — wobec brata Króla padło pewnego dnia to prorocze zdanie: Monarchia odrodzić się nie da! — chyba przez jakieś olbrzymie wstrząśnienie. Ale biada tym, co doń dożyją. Francuski naród ma do tego niezaprzeczone prawo!
236