Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Latude schwytał dwa gołębie i oswoił je. Ale dozorca zniewala go do zabicia skrzydlatych przyjaciół!
Ból!... Potem znów iskierka radości. Szef policji p. de Sartin wizytuje Bastylję i zezwala Latude’owi codzień dyszeć przez dwie godziny świeżem powietrzem na platformie Bastylji. Wdzięczny więzień posyła mu dwa nowe projekty swego pomysłu. Sartin ocenia ich wysoką wartość; proponuje więźniowi odstąpienie własności na nie za 15.000 liwrów dożywotniej pensji.
Latude jest zawsze szaleńcem. Odmawia. Sartin znienawidził więźnia. Nienawiść groźna. Sartin został ministrem...
W czasie spacerów po platformie Bastylji Latude zauważa w dalekiem oknie przedmieścia Saint-Antoine dwie kobiety. Daje im znaki. Odpowiadają. Ustalono system porozumienia — jak zwykle oparty na kolejności liter alfabetu i liczbie ruchów. Prowadzi z niemi codzień rozmowy. Jest to rozrywka śród pracy. Albowiem pisze teraz broszurę — skierowaną przeciw Pompadour!
Niema białego papieru, ale ma książki. Doskonale! Pisze między wierszami druku i na marginesie. Pióro zrobił z kawałka miedzi, znalezionej na dachu. Atrament obecnie sporządził z sadzy, którą otrzymał, zrobiwszy sobie lampkę. W więzieniu bywa się Robinsonem. Pewnego dnia zrzuca z wieży nieznajomym przyjaciółkom ukończony rękopis.
Marzy o tem, że jego broszura otworzy Francji oczy — wywoła wybuch, który zrzuci wszechwładną faworytę ze szczytu władzy.
Niepotrzebnie! Rzecz dzieje się w końcu roku 1763. Los broszury jest niewiadomy. Ale niezadługo potem