Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział XXX.
Po zamachu Damiensa.

Wszelako i potem — niemal po upływie roku — ziemia paliła się pod jej stopami. O mało co nie wywrócił jej zamach Damiensa.
Dnia 5. stycznia roku 1757 fanatyk polityczny Robert Franciszek Damiens, z powodu dzikiego charakteru przezwany „Robertem Djabłem“, nie posiadający w gruncie rzeczy żadnej określonej idei, porwany raczej wirem namiętnych swarów chwili — skoczył na stopień powozu, w którym siedział Ludwik XV., jadący z Wersalu do Trianon na obchód święta Trzech Króli i zadał mu cios scyzorykiem.
Ranny Król, raczej wystraszony zamachem, niż zagrożony poważnem niebezpieczeństwem, po przeniesieniu do sypialni, znalazł się momentalnie w rękach troskliwego o jego duszę kościoła, czułej rodziny i zaniepokojonych o zdrowie monarchy medyków. Rozkaz królewski zawezwał po raz pierwszy Delfina do przewodzenia Radzie Państwa. Ojciec Desmaret, spowiednik Ludwika, zamknął się z nim i wezwał go do pogodzenia się z niebem. Ranny pod jego wpływem posłał królewskiej połowicy list z wyrażeniem skruchy z powodu win, które popełnił, zaniedbując cnotliwą Marję i zdradzając obowiązki sakramentu małżeńskiego.