Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niem z wysoką arystokracją; ożenił się według wyboru serca z piękną panną Fileul, kochał ją i był kochany, ale oboje wzajemną zazdrością zatruwali sobie życie, stworzyli sobie z małżeństwa piekło i byli na najlepszej drodze do rozwodu.
„Nie! Pan de Marigny jeszcze nie rozwiódł się z żoną i tymczasem jest tylko zazdrosny o jej miłość dla matki,“ odparł pan Poisson, nigdy nie zapominający świeżo upieczonego tytułu syna.
„A więc o co chodzi?“ zapytała pani de Pompadour. „Kryjesz oczy. Coś ci dolega! Widzę to.“
Załamał ręce z pewnym rodzajem komedjanckiego tragizmu.
„Nie chcę, aby o mojej córce mówiono, że jest... kamienna, bez serca!“
„Słyszałeś! Gdzie?“
„Wszystko jedno gdzie! Nie poślemy tam policji.“
„Niech plotą!“
„Oczywiście, potwarcom i głupcom ust zamknąć nie można... Ale są przykre fakty. Żanetto! Nie bierz mi za złe... Mam serce...“
„Wygadaj się, głuptasku!“ rzekła żartobliwie.
Tedy opowiedział jej, że został wezwany do łoża umierającego przyjaciela, którego znał przed wielu laty, a który przybył niedawno do Paryża szukać pomocy lekarzy. Puszczono mu piętnaście razy krew — napróżno! Śmierć zajrzała mu w oczy. Posłał starego sługę, który z nim przybył, po Poissona — zwierzył mu się na łożu śmierci, że sknerstwem swojem i chłodem wtrącił w nieszczęście syna, wygnawszy go z domu. Pozostawia mu swój majątek, ale nie umrze spokojnie, jeżeli on, Poisson, nie wyżebrze łaski dla jego syna u Markizy de Pompadour. Albowiem syn ten „za