Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


naturalnych starczy — postaraj się tylko o zdrowie. Przyślę ci tu zaraz Quesnay’a.“
Lekarz zalecił Markizie mleczną kurację, sporo ruchu na powietrzu — i na razie powróciły jej siły bez podniet sztucznych. Wszelako drżała ciągle, że lada chwilę okres nowego oczarowania przez nią Ludwika przejdzie — że sam wystudzony, nie znajdując w niej sztucznej gorączki, owocu środków szkodliwych, do których uciekła się w tajemnicy, znowu oskarży ją o chłód — że zatęskni do nowych pokus... a z kresem miłości Króla nastąpi dla niej początek wygnania!...