Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie może być niebezpieczny. Ułaskawię tego gryzipiórka.“
„To nie gryzipiórek... To inżynier.“
„Wszystko jedno! Powiada, że kara jego przewyższa stokrotnie winy.
Markiza czytała list Latude’a.
„Właśnie czytam to zdanie... ostatnie w jego liście. Czuje się pokrzywdzonym... To źle!“
„Dlaczego?“
„Bo jeżeli my mu wybaczymy, on nam nie wybaczy. Pokrzywdzeni, gdy są na wolności, przeradzają się w mścicieli.“
„Więc nie wybaczasz mu?“
„Ja... tak! Ale czy Ty mu wybaczysz, Królu, jeżeli dowiesz się, że on... czynił mi propozycję zostania królową Francji?...“
„Jakto?... Królową?!“ otworzył Ludwik oczy.
„A tak!... bez Ciebie.“
„To warjat!“
„Nie! buntownik przeciw Majestatowi mojego Króla. Za to zamknęłam go w Bastylji.“
„I on... pozwolił sobie uciec?“
„Tak jest!... Z Vicennes, dokąd go przewieziono.“
„No! to skoro daje adres... trzeba posłać doń żołnierzy... i umieścić znowu w Bastylji... To pewniejsze.
„To pewniejsze! rzekłeś, Miłościwy Panie!“
Markiza zadzwoniła — wydała odnośne rozkazy. Powróciła — Król patrzył na nią z rozczuleniem.
„Jesteś najwierniejszą przyjaciółką tronu, Żanetto!“
„Tylko dlatego, że jestem wierną miłośnicą Ludwika.“