Strona:Leo Belmont - Kukuryku czy kikeriki.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   25   —

nia, jako postulatu teoretycznego. Ta jednak teorja była ogromnie niebezpieczną, mąciła umysły i zatruwała serca, stała się kamieniem obrazy dla ludu i była zwalczaną bezlitośnie przez kuruzją. Oburzenie przedstawicieli narodu na zuchwałych przekręcaczy tekstu, przyjętego oficjalnie, doszło do takiego natężenia, że skoro nie udało się zamknąć gardziołków nieproszonym komentatorom, postanowiono wytępić ich ze szczętem. Na umówiony znak — trzykrotnie zapianie „ku-ku-ry-ku“ — pewnej nocy, noszącej w dziejach nazwę „nocy zagłady,“ zerwały się wszystkie dobrze myślące koguty, napadły na nieprzygotowanych do oporu sennych i wystraszonych „obskurantów“ i zadziobały ich na śmierć. Zostały podeptane i potłuczone nawet ich jajka na pamiątkę tego, że śmielsi z obskurantów podawali niekiedy w powątpiewanie wiarogodność tekstu, również oficjalnie przyjętego, który brzmiał: „nie będziesz niszczył jaj, albowiem one nic ci nie zawiniły, a z nich nowe wynijdzie pokolenie.“ Obalenie tego tekstu przez obskurantów również oburzało lud i jego najwyższych przedstawicieli, chociaż dokonywane było w formie dość ukośnej, tylko półgębkiem, mianowicie w orzeczeniu obskuranta „Ko-ko.“ „Wszelako, jeżeli zgnieciesz jajko przypadkiem, czyń sobie wyrzuty sumienia po cichu, nie uważając się jednak za urodzonego zbrodniarza.“
Zadziobanie obskurantów na śmierć było ostatecznym tryumfem nauki „Kri-kri“ (zagłady uszło bowiem tylko kilka niedostrzeżonych w gąszczu alwang-alwanga okazów, które jednak nie śmiały pozostać w kraju i wywędrowały kędyś, w dalekie strony, gdzie założyły kolonję