Strona:Leo Belmont - Królewska miłośnica.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mes żegnała ją serdecznym pocałunkiem, Joanna zadała jej pytanie:
— Niech pani raczy mi szczerze powiedzieć co myślii o mnie. Albowiem czasem niepokoi mnie kwestja, co powie przyszłość o mojej roli w historii Francji?
— Dziecko — odparła przeorysza — musisz mi wybaczy wprzód, iż nazywam cię jeszcze dzieckiem, a nietylko z uwagi na to, że dzieli nas wielka różnica wieku, ale z tego względu, że wydajesz mi się symbolem wiecznej młodości. Moje dziecko! mogę rzec tylko tyle, że byłam świadkiem twojej przedziwnej umiejętności godzenia się ze złym losem. Mam wrażenie, że z taką samą lekkością zniosłaś utratę danej ci w ręce przez los władzy, z jaką wstąpiłaś z jego woli na swoje górne stanowisko. Dobrze, żeś nie nazbyt potrafiła cierpieć, i lepiej jeszcze, żeś nie była nigdy wyniosłą. Mniemam, że historja odda hołd twojemu dobremu sercu, i historyk zdumiony będzie, iż byłaś bodaj jedyną w dziejach miłośnicą królewską, która nie podżegała monarchy do czynów tyranji, nie wyzyskiwała swojej władzy ku znęcaniu się nad nieprzyjaciółmi, nie mściła się, nie starała się rządzić, nie mając ku temu danych. Wierzę w to, że przyszłość pokaże, iż nie zaciążyłaś nazbyt Francji, albowiem otrzymałaś w darze od natury prześliczną, leciutką nóżkę. Wydaje mi się, żeś przeszła przez życie, jakoby w śnie tańczącym. Jesteś nieodpowiedzialną za zło, które się stało, ponieważ będąc nieświadomem narzędziem cudzych