Strona:Leo Belmont - Królewska miłośnica.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


miejących, lecz wierzących w swój węch śledczy ludziach, budziło przekonanie o tem, iż cała owa kradzież jest symulacją, mającą na celu zawczasu przewieźć zagrożone ewentualną konfiskatą bogactwa pani Dubarry za morze, dokąd ona sam a zamierza emigrować. Plakaty, głoszące kradzież, były rzekomo zamydleniem oczu, mogących przeszkodzić całej tej operacji.
Wypada przyznać, że zbieg okoliczności wytwarzał niejakie pozory na korzyść takiej hipotezy, ale nawet, gdyby ich nie było — chciwość, fanatyzm i zła wola obeszłyby się i bez nich...
Prosta droga nie jest najkrótszą w czasach rewolucji — albo najprostszą jest ta, która prowadzi od interesu politycznego do gilotyny przez wszystkie fałsze, jakich wymaga cel.
Rewolucjoniści oskarżają politykę i jej intrygi, oraz religję i jej przesądy, ale sami łacno korzystają z nauk Macchiavelli‘ego i Lojoli!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Krok pani Dubarry — ogłoszenie o kradzieży — miał z czasem zemścić się na niej okrutnie!

ROZDZIAŁ IX.
Święto de Brissac‘a.

Pewnego dnia — powiedzmy raczej: 14 lipca 1792 roku w trzecią rocznicę zdobycia Basty-