Strona:Leo Belmont - Fabrykant, który nigdy nie wyzyskiwał robotników.djvu/1

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Dodatek Tygodnika „Wolne Słowo“.
NOWELE i SATYRY
Leo Belmonta.


Fabrykant, który nigdy nie
wyzyskiwał robotników.



Wrzawa rosła...
Strajk trwał czwarty tydzień.
Odzywały się głosy groźne... Wyrzucano fabrykantowi, że od dwóch lat fabryka rozrasta się, kwitnie, że przynosi zyski stutysięczne, że rodzina fabrykanta co roku sześć miesięcy spędza na Rivierze, że on sam posiada pałac, dwudziestu lokai, powóz, automobil, ma pełne piwnice, sprowadza dla żony i córek najmodniejsze suknie z Paryża, pali najdroższe cygara hawańskie — a przez cały ten czas nie pomyślał nigdy o podwyższeniu płacy robotnikom nawet o szeląg...
Milioner — pan — Wolf Szwindelberg przypatrywał się z kwaśnym uśmiechem ubrylantowanym swoim palcom i ciężko oddychał. Chwila stanowcza nadchodziła. Fala rozgorączkowanych twarzy i zaciśniętych pięści przysuwała się ku niemu.
Wreszcie zdecydował się:
— Stać! — krzyknął — wybierzcie jednego delegata, najmędrszego i najuczciwszego z pośród was. Pomówię z nim na osobności. Ale niechaj to, co on postanowi po rozmowie ze mną — będzie wyrokiem dla wszystkich. Zgoda? Przyrzekacie?