Strona:Leo Belmont - Fabrykant, który nigdy nie wyzyskiwał robotników.djvu/2

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   2   —

— Przyrzekamy i uszanujemy święcie! — odwrzasnęły wszystkie głosy...
Nie potrzebowano naradzać się długo. Wybór padł na Kowalczuka. On prowadził strajk... On najlepiej rorumiał masowy interes... On był najwymowniejszy, zagrzewał słabnących, prowadził pertraktacje... Miał głowę na karku... Pracował w kilku fabrykach westfalskich i poznańskich... znał się nawet trochę na buchalteryi... na wiecach obnażał tak zwane przezeń „kradzieże czasu roboczego przez krwiożerczy kapitał“.
— Niech idzie gadać Kowalczuk!
Fabrykant uśmiechnął się. Był pewny, że takim będzie wybór. Ba! robotnicy dodali: „Kowalczuk w ogień pójdzie za naszą sprawę“...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Zbadawszy dobrze, czy nikt nie podsłuchuje za drzwiami, milioner zasiadł w wygodnym fotelu i wskazał Kowalczukowi miejsce naprzeciw siebie przy wspaniałem secesyjnem biurku.
Obejrzawszy gruntownie paznokcie, odchrząknął i ozwał się w te słowa:
— Kowalczuku, słuchasz mnie dobrze?
— A, panie Szwindelberg!... jak można inaczej?
— Więc uważasz pan... w swoich przemowach przedewszystkiem zarzucałeś mi, że ja łatwo zdobyłem swój kapitał... Było to nieuczciwie... No! nie oburzaj się... Zarzut pochodził z twojej nieświadomości... I dla tego wybaczam ci... Spójrz teraz proszę, na tę szafę...
Oczy Kowalczuka skierowały się ku oszklonej szafie w kącie gabinetu.
— Widzisz... ta szafa jest napełniona papierami od góry do dołu... Są tam akta spraw moich... Trzy razy urządziłem plajtę... raz w Poznaniu, raz w Odesie i raz