Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


LEO BELMONT.
Warszawa w Udziałowej.[1]
(z filozoficznego punktu widzenia).

W poniedziałek wieczorem zabrał mnie znajomy w Aleje, a za powrotem zaprowadził do Udziałowej. Powracając z Alei wieczora wtorkowego, za namową towarzysza spaceru, wstąpiłem do Udziałowej. We środę wieczór pojechałem w Aleje w towarzystwie kilku osób, które następnie uraczyły mnie zsiadłym mlekiem w Udziałowej. Rankiem we czwartek otrzymałem list, w którym wyznaczono mi schadzkę wieczorową „na wypadek rozminięcia się w Alejach — w Udziałowej“. W piątek wieczór znajomi wyciągnęli mnie z domu zapakowali do tramwaju, zawieźli mnie w Aleje, zaprosili na zsiadłe mleko do Udziałowej. Sobota wieczór — tramwaj, Aleje, mleko, Udziałowa.
W niedzielę rano proponował mi ktoś spędzenie wieczoru razem.
— Gdzie? — zapytałem.
Mój znajomy zatarł ręce:
— Pojedziemy tramwajem do Alej, a potym — zamyślił się — potym zjemy sobie zsiadłe mleczko w Udziałowej.
W moich oczach musiało błysnąć coś złowrogiego. On tego nie zauważył.
— Co wy takiego widzicie w tej Udziałowej? — pytałem z udanym spokojem.

— Zmiłuj się... Tam zbiera się cała War-

  1. Przedruk z „Ogniwa“ r. 1904.