Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   52   —

Przecie śród żydów-nacjonalistów jest mnóstwo takich, co powiadają, że oni nie mogą wybrać ani Kucharzewskiego, ani robotnika, ale potrzebują wybrać Dawidsona.
Pogadajmy nieco językiem polityki.
Wyznajemy, że tonu, który jest tak miły niektórym naszym „Journals des Débats“, a który brzmi: „musisz, słodki żydzie, być porządnym i wybrać Kucharzewskiego, bo inaczej kuć będziemy w mor...“ — nie podzielamy.
Nie jest to ton, którym się mówi do zwycięzców na wyborach.
Ani do współobywateli, których nawołuje się do harmonii polskiej (z „Harmonii“ żydowskiej).
Wogóle nie jest to ton wskazany przez savoir vivre, przez politykę, czy etykę.
Pozwalamy sobie mniemać, że żydzi w kolegium wyborczem nic nie muszą i wszystko mogą.
Nie muszą słuchać niczyjego rozkazu, prócz swojego sumienia.
Mogą zrobić wszystko, do czego mają prawo w granicach istniejących przepisów o wyborach.
Są wolni jako obywatele.
A jako tacy, mogą zrobić nawet głupstwo, i nawet świństwo.
Z tego względu uważamy, że mylą się ci co twierdzą, iż żydzi muszą głosować za Kucharzewskim, chociaż im się jego białe rękawiczki nie podobają.
I równocześnie sądzimy, że mogą głosować za Kucharzewskim, choć związali się straszną hannibalową przysięgą, że za