Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   30   —

3. Nie dał-żeś Panie burzy na Moaba a orkanu na Ammonitę a powodzi na Amalekitę?
4. Onego czasu wstrząsły się góry Warszaweho i deszcz ognisty spadł na Twoje wrogi. Sela!
5. I Dmowszyki pożarte są od wieloryba, a koncentranty od leoparda.
6. Osiemdziesiąt milionów nieobrzezanców leżało w polu, a lud twój tańczył przy urnach.
7. I szarańcza pożarła asymilantes. I wytraceni byli z całej ziemi. I grad pobił ich dobytek.
8. Święciliśmy dzień Pański. A „Hajnt“ stał na opoce. I „Frajnd“ na górze. I nad Hacfirą świecił ogień. A ziemia była ufundowana dla chwały Izraela.
9. Wywyższyłeś nas, Boże Pomsty! Spuściłeś nawałność wód morskich na „Gazetę Warszawską“ i usypałeś górę piasku nade „Dniem“.
10. „Kurjer Poranny“, jako chrząszcz bzykał. A jako słowik śpiewał nam „Goniec“. I pokruszyły się winne drzewa w ogrójcu „Kurjera Warszawskiego“. A „Mucha“ była zamilkła.
11. i nie było nikogo, co by sarkał przeciw ludowi Izraela. A ukorzył się Edom i czekał cudów od Pana.
12. I patrzył, co uczynią książęta Izraelskie a we wzdychaniu czekał. Sela!
13. O Panie Zastępów! otoś lwy z nich uczynił, a zestrachali się, jak synogarlice. Morze usunąłeś z przed nóg ich, a nie poszli. Dałeś im piorun, a rzucili go. I co