Strona:Leśny karzełek.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   6   —

Mówiąc tak miała na myśli przywrócenie im wskutek zimna i wilgoci świeżości i miękkości.
Dziewczyna zrozumiała to zupełnie inaczej...
— Ach! jakież to szczęście — mówiła do siebie uradowana. — Nie wiedziałam o tem, że placki powracają... — I wciąż o tem myślała.
Nazajutrz raniutko, jeszcze matka leżała w łóżku, już zabrała się do jedzenia, wierząc, że gdy zje, powrócą na półkę nietknięte.
Wszystkie trzynaście natychmiast zostały zjedzone, a zjadłaby i więcej, gdyby tylko było!..
W jakiś czas potem, gdy zasiadały do śniadania kazała jej matka przynieść owe placuszki.
Pobiegła z chęcią, ale jakież jej było zdziwienie, gdy zobaczyła pusty, jak i po