Strona:Leśny karzełek.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   5   —

mi z mąki, że gotowa była zajadać je bez wytchnienia.
Najpiękniejszym dniem dla dziewczyny był czwartek. W dzień ten bowiem odbywało się pieczenie chleba, a ostatni kawałek ciasta przeznaczany bywał na placki.
Pewnego z takich dni pozostało dużo jeszcze placuszków na śniadanie, wzięła więc staruszka trochę na wieczerzę, resztę zaś, trzynaście, schowała pod blachę, aby się zarumieniły.
Usiadłszy z córką do kolacji, zapomniała zupełnie o pozostawionych w piecu plackach. Wskutek tego stały się one twarde, aż trudno je było ugryźć.
Dziewczyna zasmuciła się tem bardzo, matka zaś rzekła:
— Nie martw się, postaw placki na półce w śpiżarni a dojdą napewno i będą świeże.