Strona:Leśny karzełek.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   11   —

Nie pomogły prośby i lamenty, wola króla musiała się spełnić. Biedna dziewczyna pożegnała się z matką i wyruszyła do zamku. Długo jeszcze słyszała rozpaczliwy płacz staruszki i jej za nią wołania.
Przybywszy do pałacu zawołana była natychmiast przed króla.
Pałac był wielki i okazały. Ogromne kolumny z marmuru podpierały wspaniałe frontony, wieże lśniły od złota a blacha ze srebra układała się na płaskim dachu zamkowym.
Gdy weszła, zadziwiły ją bogactwa w komnatach, nie widziała jeszcze podobnego przepychu, nie myślała, że tyle przeróżnych skarbów może być w jednym zamku... I pomyślała sobie:
— I pocóż więcej bogactwa królowi? Toć tyle co ma uszczęśliwiłoby naszą całą wioskę. Po co mu te nici złote, po co mnie tu wołał?..