Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


djum swej intrygi. Podczas jego choroby posyłała mu uprzejme pozdrowienia, a jeden raz list O-Joszi, który — jak tego właśnie się spodziewała — ożywił wszystkie jego nadzieje. Po wyzdrowieniu, Mijahara przyjął go uprzejmie i pozwolił mu rozmawiać z O-Joszi w sklepie. O wizycie jego ojca nie wspomniał jednak ani słowem.
Kochankowie mieli też często możność spotykania się w podwórzu udżigami, dokąd O-Joszi przychodziła często z najmłodszem dzieckiem swej macochy. Nawet w tłumie piastunek, dzieci i młodych matek mogli zamienić parę słów, nie obawiając się plotek. Przez cały miesiąc nadziejom ich nie wymierzono żadnego ciosu, gdy nagle O-Tama uczyniła ojcu Taro nieprawdopodobny i niemożliwy do przyjęcia układ pieniężny. Uchyliła już trochę maski, ponieważ O-Kazaki miotał się dziko w sieci, jaką mu zastawiła, a z gwałtowności jego szamotań się wnioskowała, iż koniec jest już niedaleki. O-Joszi wciąż jeszcze nie wiedziała co się działo, miała jednak powody obawiać się, że nigdy żoną Taro nie będzie. Schudła trochę i zmizerniała.
Pewnego poranku Taro wziął swego małego braciszka i udał się z nim do podwórza świątyni w nadziei, iż znajdzie tam sposobność pogawędzenia z O-Joszi.
Istotnie spotkali się.
A wtedy on jej oświadczył, że go zaczyna ogarniać trwoga.
Mały drewniany amulet, który swego czasu matka zawiesiła mu na szyi gdy był jeszcze dzieckiem, rozpękł się na dwoje.
— To wcale nie jest złowróżbnym znakiem — mówiła O-Joszi — to tylko dowód, że łaskawi bogowie opiekują się tobą. We wsi była przecież epidemja. I ty zachorowałeś na febrę, ale wyzdrowiałeś.