Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Trzeba było poczekać chwilę. Taro uczuł się niemile dotknięty tem, że nie może odrazu przystąpić do O-Joszi i mieć ją tylko dla siebie, ale już to samo, że znajduje się wpobliżu jej, przyniosło mu pewną ulgę. Patrzył na nią, patrzył i naraz zdziwił się, że nigdy jeszcze nie pomyślał o tem, jaka ona jest ładna.
Była istotnie bardzo ładna. Ładniejsza od wszystkich dziewcząt we wsi.
Patrzył na nią i dziwił się, a ona z każdą chwilą piękniała mu w oczach.
Dziwna to była rzecz. Nie mógł tego zrozumieć.
Zaś O-Joszi, pierwszy raz w życiu, była jakby zmieszana tem poważnem spojrzeniem i zarumieniła się aż po koniuszki swych maleńkich uszu.
A wówczas Taro zrozumiał odrazu, że ona jest najpiękniejsza na całym świecie, najsłodsza, najlepsza i że koniecznie musi jej to powiedzieć. I złość go nagle ogarnęła na starego wieśniaka, który gadał i gadał z O-Joszi jakgdyby ona była pierwsza lepsza. Cały świat zmienił się w przeciągu kilku minut dla Taro, ale on o tem nie wiedział. Wiedział tyle tylko, że od czasu, kiedy ostatni raz widział O-Joszi, ona stała się wprost boska. I jak tylko nadarzyła się wreszcie sposobność, opowiedział jej wszystko o swem szalonem sercu, a ona wszystko jemu o swojem.
Zdumienie ich ogarnęło, gdy spostrzegli, że myśli ich są te same.
A to było początkiem nieszczęścia.

V

Stary wieśniak, którego Taro widział rozmawiającego z O-Joszi, był w tym sklepie nietylko — dla załatwienia sprawunków. Trudniąc się rolnictwem, był też zawodowym nakodo, to znaczy swatem, I w tym wypadku działał na skutek bogatego handlarza ryżem, nazwiskiem O-Kazaki Jaicziro. O-Kazaki zauwa-