Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie trwa nawet całych dwóch dni, zaś wiadomości można przesyłać w przeciągu kilku sekund.

Taro i O-Joszi przyjaźnili się serdecznie. Razem się uczyli, bawili, odwiedzali się. Ale kiedy O-Joszi skończyła jedenaście lat, wzięto ją ze szkoły, aby mogła macosze pomagać w gospodarstwie, skutkiem czego Taro widywał ją już rzadziej. W czternastym roku życia skończył szkołę i zaczął pracować w sklepie swego ojca. Przyszły nieszczęścia. Matka, obdarzywszy go małym braciszkiem, umarła, a tegoż samego roku umarł dobry, stary dziadek, który go pierwszy zaprowadził do szkoły. Po tych dwóch nieszczęściach świat nie był już w jego oczach tak piękny, jak dawniej. Zresztą nic się w jego życiu do siedemnastu lat nie zmieniało. Od czasu do czasu bywał w domu Mljahary i rozmawiał z O-Joszi. Wyrosła już na smukłą, ładną pannę, ale dla niego była zawsze tylko wesołą towarzyszką zabawy z minionych, szczęśliwych dni.

IV

Pewnego pogodnego wiosennego dnia Taro uczuł się dziwnie osamotnionym, wobec czego przyszło mu na myśl, że może dobrze byłoby zobaczyć się z O-Joszi. Prawdopodobnie w pamięci jego istniał wciąż stały związek między uczuciem osamotnienia wogóle a jego pierwszym dniem w szkole w szczególności. Bądź co bądź coś w nim — wspomnienie miłości matki czy może innego zmarłego — domagało się odrobiny czułości a pewny był, że tę — czułość u O-Joszi znajdzie.
Tak więc skierował się do małego sklepu. Kiedy się do niego zbliżał, usłyszał jej śmiech, brzmiący przedziwnie słodko. A potem ujrzał ją, jak obsługiwała starego wieśniaka, który zdawał się być bardzo zadowolony i gawędził gadatliwie.