Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jakto? Ty naprawdę nie pamiętasz nic z tego, co było, zanim się urodziłaś?
— A ty pamiętasz? — zapytała Fuza.
— Pewnie, że pamiętam! — odpowiedział Kacugoro. — Byłem wówczas synem Kijubei San w Hodokubo a na imię było mi Todzo — nie wiedziałaś o tem?
— Ah! — wykrzyknęła Fuza. — Muszę o tem powiedzieć rodzicom.
Ale Kacugoro rozpłakał się naraz i zaczął ją prosić:
— Proszę cię, nie mów! Nie chcę, żeby rodzice o tem wiedzieli!
Fuza pomyślała chwilę, a potem odpowiedziała:
— Dobrze, tym razem nie powiem, ale jak tylko będziesz niegrzeczny, opowiem wszystko.
Od tego czasu, ile razy rodzeństwo się pokłóciło, siostra stale groziła bratu, mówiąc: — Dobrze, dobrze — wiem ja, co opowiedzieć rodzicom — a chłopak wówczas zazwsze ustępował siostrze. Zdarzało się to często, tak, że rodzice raz tę pogróżkę usłyszeli. Myśląc, że Kacugoro zrobił coś bardzo złego, chcieli się dowiedzieć, coby to mogło być, dlatego zawołali Fuzę i kazali jej wyznać prawdę. Usłyszawszy w czem rzecz, zdziwili się wszyscy — Gendzo, jego żona i babka Cuja. Zawołali natychmiast Kacugoro, starając się pieszczotami i groźbami zmusić go do powiedzenia, co pod owemi słowy rozumiał.
Po pewnem wahaniu, Kacugoro rzekł:
— Powiem wszystko. Byłem synem Kijubei San w Hodokubo a moja ówczesna matka nazywała się O Szidzu-San. Kijubei San umarł a na jego miejsce przyszedł drugi mąż, Hansziro-San, który mnie bardzo kochał. Ale następnego roku, kiedy mi było sześć lat, umarłem na ospę. W trzy lata później wstąpiłem do szanownego łona matki i urodziłem się znowu.