Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Allan jest tegoż zdania. Niechaj bliźnięta uczą się trochę w domu; ale do szkoły pójdą za rok dopiero.
— A więc spróbujemy wychowania domowego — zawołała Ania wesoło. — Mimo wszystkich swych wad Tadzio jest słodki bąk. Czy można go nie kochać? Wstyd mi się przyznać, ale, uczciwie mówiąc, kocham Tadzia więcej niż Tolę, mimo, że jej nie mam nic do zarzucenia.
— Coprawda, ze mną jest to samo — zwierzyła się Maryla, a to niesłusznie, bo Tola jest najlepszem dzieckiem. Nie sprawia nam kłopotu — nie odczuwa się prawie jej obecności w domu.
— Tola jest zbyt dobra — rzekła Ania. — Zachowywałaby się równie dobrze, gdyby się nią nikt nie zajmował. Urodziła się już dobrze wychowaną, więc nas nie potrzebuje, a wydaje mi się — zakończyła Ania, stwierdzając życiową prawdę — że najbardziej kochamy tych, którzy nas potrzebują. Tadziowi jesteśmy potrzebne.
— O, jemu jest niejedno potrzebne — zgodziła się Maryla. — Małgorzata Linde powiedziałaby, że przedewszystkiem dobre lanie!


ROZDZIAŁ XI
Listy uczniów

— Nauczanie jest bardzo miłem zajęciem — pisała Ania do koleżanki z seminarjum. — Janka uważa je za jednostajne, ale ja jestem innego zdania. Prawie codzień zdarza się coś zabawnego. Dzieci miewają takie pocieszne pomysły! Janka karze swych uczniów za każde swobodniejsze odezwanie się i dlatego lekcje wydają jej się nudne.
Dziś popołudniu Kubuś Andrews miał przesylabizować wyraz „kropkowany“ i nie mógł się z nim uporać. Wreszcie