Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


drugiej, oto co! Tola będzie dobrą gospodynią, ale prochu nie wymyśli. Wygodnie jest mieć do czynienia z takimi ludźmi, chociaż nie są bardzo zajmujący.
Gilbert był prawdopodobnie jedyną osobą, której wiadomość o wyjeździe Ani sprawiła przyjemność. Uczniowie jej uważali to za istne nieszczęście; Aneczka Bell spazmowała po powrocie do domu, Antoś Pay dla wyładowania swych uczuć wydał dwie regularne bitwy kolegom; Basia Shaw płakała całą noc, a Jaś Irving zapowiedział z niezwykłą stanowczością swej babce, że przynajmniej przez tydzień nie weźmie do ust kaszki.
— Nie mogę, babciu — mówił. — Wogóle nie wiem, czy będę mógł cokolwiek przełknąć. Zdaje mi się, że mam zasznurowane gardło. Byłbym beczał, wracając ze szkoły, gdyby nie to, że Kuba Donnell bezustannie mnie podglądał. Popłaczę już w łóżku — czy aby jutro nie będzie tego znać po moich oczach? Płacz byłby dla mnie taką ulgą... W każdym razie nie mogę jeść kaszki, chcę zachować całą siłę woli dla przeniesienia tego nieszczęścia, babciu, i nic mi już jej nie pozostanie do zmuszania się do kaszki. O, co ja pocznę, gdy moja ukochana nauczycielka wyjedzie? Emilek Boulter gotów się założyć, że panna Andrews obejmie szkołę. Być może, iż jest ona bardzo miła, ale wiem na pewno, że nie będzie mnie tak rozumiała, jak panna Shirley.
Diana również bardzo pesymistycznie zapatrywała się na przyszłość.
— Jakaż smutna zima nas czeka — biadała, siedząc z Anią w jej pokoiku, zalanym promieniami księżyca, spoglądającego ku nim poprzez gałęzie wiśni. — Nie będzie ciebie, ani Gilberta... ani Allanów. Pan Allan zostaje przeniesiony do Charlottetown’u.
— Mam nadzieję, że nie naznaczą do nas pastora Baxtera — mówiła Ania z przekonaniem. — Kazania jego są takie ponure! Pan Bell powiada, że to stara szkoła, ale pani Linde