Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zaproszenie z powodu wybuchu szkarlatyny w jej domu. Wiedząc, jak bardzo pragniesz poznać ciotkę, zaproponowałam odwiedziny u was. Po drodze wstąpiłyśmy do Białych Piasków po przyjaciółkę ciotki, panią Pendexter, która stale mieszka w New-Yorku i jest żoną miljonera. Czasu mamy mało, gdyż pani Pendexter musi być w hotelu na piątą.
Wyprzegając konia, Ania kilkakrotnie pochwyciła zdumione spojrzenia Priscilli, rzucane ukradkiem w jej stronę.
— Nie powinna mi się tak przyglądać — myślała z pewną urazą. — Jeżeli nawet nie wie, co to jest przesypywanie pierza, może to sobie przecież wyobrazić.
Priscilla wróciła do bawialni, a zanim Ania zdążyła pobiec na górę, w kuchni zjawiła się Diana. Ania zatrzymała ją gwałtownym ruchem.
— Diano! Czy możesz odgadnąć, kto jest teraz w naszej bawialni? Karolina Morgan i pewna miljonerka z New-Yorku! A oto ja w tym stroju i w śpiżarce tylko resztki szynki na obiad!
I znowu zauważyła, że Diana spogląda na nią tym samym zagadkowym wzrokiem, jakim przed chwilą patrzała Priscilla. Tego już było za wiele.
— Ach, Diano nie patrz na mnie w ten sposób! — błagała. — Ty przynajmniej powinnaś wiedzieć, że najzręczniejsza osoba w świecie nie potrafi przesypać pierza i pozostać przy tem niezapierzoną.
— Ale... ale to nie pierze, Aniu. To twój nos! — wyjąkała Diana.
— Mój nos? Nic mu się chyba nie stało!
Ania pośpieszyła do lusterka. Jedno spojrzenie odkryło fatalną rzeczywistość: nos był szkarłatny. Osunęła się na krzesło — pewność siebie opuściła ją wreszcie.
— Co to takiego? — pytała Diana ciekawie.