Strona:L. M. Montgomery - Ania na uniwersytecie.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


napisania pięknego, poetycznego listu do Roberta.
Za pięć dni miał się odbyć ślub Diany. W szarym domu Barrych panował ruch: przygotowywano się do wielkiego przyjęcia weselnego. Oczywiście Ania miała być druchną, co zresztą umówione było, gdy Ania miała jeszcze dwanaście lat. Gilbert specjalnie tego dnia miał przyjechać z Kingsportu. I Ani udzieliło się podniecenie przygotowań weselnych, chociaż w głębi duszy uczuwała dotkliwy ból. Zdawała sobie dokładnie sprawę, że traci nagle swoją najdroższą przyjaciółkę, bo nowe mieszkalne Diany oddalone było od Zielonego Wzgórza o dwie mile, dzięki czemu od dnia ślubu będą się na pewno widywały rzadziej. Patrząc w oświetlone okno panieńskiego pokoju Diany, Ania myślała o tem, że światełko to niegdyś służyło im obu do wzajemnego porozumiewania się, i że prawdopodobnie niezadługo zupełnie zagaśnie. Dwie wielkie łzy spłynęły z szarych jej oczu.
— Och, — pomyślała, — jakież to straszne, że ludzie dorastają, zawierają małżeństwa i zmieniają się mimowoli!


ROZDZIAŁ XXIX.
Ślub Diany.

— Przecież prawdziwe róże, są to tylko róże czerwone, — mówiła Ania, przewiązując wiązankę Diany białą wstążką w jednym z małych pokoików w domu państwa Barry. — Są to kwiaty miłości i wiary.