Strona:L. M. Montgomery - Ania na uniwersytecie.djvu/193

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.
    ROZDZIAŁ XXIII.
    Jasio nie może odnaleźć Skalnych ludzi.

    Lato w Avonlea upływało bardzo przyjemnie, a tylko Ania w chwilach najweselszych zabaw pochmurniała nagle, jak gdyby tęskniąc za czemś, czego przy sobie nie miała. Jednakże nawet w myślach nie przyznawała się przed sobą, że powodem tego smutku była jedynie nieobecność Gilberta. Tylko gdy samotnie powracała do domu z jakiegoś przyjęcia, albo z któregoś z zebrań K. M. A. i, gdy inne pary szły szerokim gościńcem, wesoło gawędząc, ona uczuwała dziwny, wewnętrzny ból, którego nawet nie potrafiłaby wytłumaczyć. Zupełnie biernie przyjmowała głuche milczenie Gilberta, bo przecież przygotowana była na to, że nie będzie do niej pisywał. Wiedziała, że Diana od czasu do czasu otrzymywała od Gilberta listy, ale wołała na ten temat nie zadawać przyjaciółce żadnych pytań, bo przecież Diana była pewna, że Ania bardzo często koresponduje z przyjacielem i, że korespondencja ta jest nawet bardzo intymna. Tylko matka Gilberta, wesoła, szczera kobieta, nie posiadająca jednak zbyt wielkiego taktu, często wprawiała Anię w zakłopotanie, pytając ją przy wszystkich, czy miała jakąś wiadomość od Gilberta. Ania w takich wypadkach rumieniła się tylko i odpowiadała cichutko: „Miałam, ale nie ostatnio“; oczywiście odpowiedź tę wszyscy kładli na karb dziewczęcej wstydliwości.
    Mimo wszystko, Ania nie mogła tego lata narzekać na brak rozrywek. W czerwcu przyjechała